RSS
poniedziałek, 05 maja 2008
Po cichych dniach z Redaktorem R. : )
Chwilkę mnie tu nie było, ale postaram się nadrobić zaległości. Narzeczony, szanowny Redaktor R. dał mi popalić i musiałam zrobić sobie chwilę przerwy od basketu. Ale już się melduję na stanowisku.

Zaczął się najgorętszy okres, z szanownym Redaktorem R. jeździmy po Polsce, on komentuje, ja obserwuję i notuję : )

 

Byliśmy i w Stalowej Woli na meczu pierwszoligowców, i w Zgorzelcu, i jeszcze w wielu innych miejscach ale może skupmy się na bieżących wydarzeniach.

 

W grze pozostały cztery zespoły: Prokom, Polpak, Turów oraz Śląsk. Według mnie zdecydowanie ciekawsza jest rywalizacja dwóch pierwszych zespołów. Drużyna ze Świecia objawiła się jako prawdziwe walczaki, mimo niższego składu i niższego budżetu chłopaki nie poddają się i prowadzą wyrównaną grę z Prokomem.

Miałam okazję oglądać ostatni mecz w sobotę i Polpakowi naprawdę niewiele brakowało do zwycięstwa. Przyznaję, że po cichu im kibicuję, drażni mnie „wożenie się” Prokomu i mam czasem wrażenie, lekceważnie przeciwnika.

Generalnie mój ulubieniec Gurović przestał nim być po tym sobotnim meczu. Koleś olewa sobie totalnie wszystko, ma gdzieś rozgrzewkę przed meczem, kumpli z drużyny, woli stać na korytarzu i plotkować. Efekt był taki, ze zdobył dwa punkty i to z rzutów wolnych, do gry nie wprowadził absolutnie nic i praktycznie druga połowę przesiedział na ławce. Pewnie i tak miał to gdzieś, dostając taaaką kasę za sezon tez olałabym sobie jakis tam mecz z jakimś tam Polpakiem. Pacecas standardowo robił zmianę za zmianą i co chwilę rzucał inwektywami (uwaga, trudne słowo) pod adresem zawodników, co na pewno „mobilizowało” ich do lepszej gry.

Słyszalam plotki (wiem, że takowych niewarto słuchać ani tym bardziej w nie wierzyć) ale podobno Prokom ma już dość Packa i jego niewybrednych komentarzy pod adresem zawodników.

Bardzo podoba mi się hala w Świeciu, nowy, naprawdę fajny obiekt i przemiły Pan Tadeusz, który zawsze zorganizuje wolne krzesełko dla kibica.

W tym miejscu specjalne pozdrowienia dla kibiców z Sopotu, umilajacych sobie czas zimnym browarczkiem i pozujących do zdjęć z Redaktorem R.

 

Dziś kolejne mecze. Tym razem będę w swoim ukochanym, rodzinnym Wrocławiu, gdzie zamierzam mooocno wspierać mój Śląsk (przy całej mojej miłości do Śląska, postaram zachować odrobinę obiektywizmu dla pozostałych drużyn). Mam nadzieję, ze uda mi się cyknąć parę fotek na meczu, niezwłocznie wrzucę je na bloga.

 

A teraz zbieram się na masaż, wczoraj z redaktorem poszaleliśmy na rowerach i dziś ledwo się ruszam : )

Z koszykarskim pozdrowieniem

ONNA

 
11:05, onna1980
Link Komentarze (14) »
wtorek, 22 kwietnia 2008
Pierwsze koty za płoty

W czasie weekendu miałam okazję być na trzech meczach, pierwszy sobotni w Koszalinie AZS-u z Prokomem oraz dwa mecze Stali ze Śląskiem w Ostrowie.

Były emocje i to duże!

A zatem po kolei, co sie działo. W sobotę w Koszalinie na parkiecie szalał Dj Thompson, który wygląda jak miniaturka koszykarza. Ale jak można było zobaczyć, niski wzrost nie był przeszkodą do skutecznych wejść pod sam kosz. Thompson zdobył w sumie 20 punktów i miał 5 przechwytów. Miał również wspracie u swoich kumpli: Reese’a (25 pkt, 4 trójki) oraz najstarszego studenta w Polsce : ) - Mariusza Bacika (9 pkt.).

Cały team był mocno zmobilizowany a szóstym zawodnikiem była niewątpliwie koszalińska publiczność.

W Prokomie grę ciagnłęo dwóch zawodników – Gurović, który rzucił 28 pkt oraz Dylewicz – 12 pkt. Ale w tym meczu Sopocianie nie grali dobrze, chyba z powodu złego nastroju trenera Pacesasa, który wydzierał się na swoich zawodników i działał na nich mocno demotywująco….

Ostatecznie Koszalin wygrał z Prokomem 76:62 i można stwierdzić, ze był to najlepszy mecz w sezonie drużyny AZS.

A oto kilka fotek z meczu:

Ulubieniec wszystkich kobiet Chris Burns

 

Ławka AZS Koszalin

Najzgrabniejsze łydki w polskim baskecie: Jeff Nordgaard

Dwa największe koszalińskie symbole :)

Pirania Milana

Mój faworyt

Odjechane butki DJ Thompsona

 

Na uwagę zasługują wypasione buty Dj Thompsona z rózowymi sznurówkami (ajć) oraz zgrabne łydki Nordgaarda. Moim osobistym faworytem jest bez dwóch zdań Milan Gurović, który po prostu powalił mnie na kolana swoimi licznymi tatuażami (choć niektóre z nich są mocno kontrowersyjne….).

W niedzielę i w poniedziałek byłam w Ostrowie, gdzie rozgrywane były dwa mecze Stali ze Śląskiem.

Większym przeżyciem było dla mnie spotkanie z ostrowską halą i jej specyficznym zapachem…..Nie wiem, co to za czort ale niestety cała garderoba po wizycie w Ostrowie nadaje się do wymiany i nawet litry perfum wylewane podczas meczu nie zabiły tamtych zapaszków…..A może to celowy zabieg Ostrowian majacy na celu spłoszenie przeciwnika? – taki aspekt psychologiczny, hmm, mnie odurzył na pewno!

Hala halą ale kibice nie zawiedli! Naprawdę fantastycznie wspierają swoich koszykarzy a walenie przez nich w bębny tak mi dało popalić w niedzielę, że już na kolejny mecz założyłam stopery do uszu w celu unikniecia popękania bębenków:)

Pierwszy mecz był słaby w wykonaniu obu zespołów. W Stali żaden zawodnik nie zasługuje na wyróżnienie, wszyscy grali na tym samym, niskim poziomie. W Śląsku dobrze zagrali wysocy: Homan i Stević, którzy wzajemnie dogrywali do siebie piłki i skutecznie wykańczali rzutami.

Dużo ciekawszy był pojedynek poniedziałkowy. Stal mocno zmobilizowana, chciała na pewno doprowadzić do piątego meczu we Wrocławiu. Ale Wrocłanie zagrali naprawdę dobrą koszykówkę, w pierwszej kwarcie szalał Atkins, który raz po raz trafiał za trzy, zdobywając w sumie 21 pkt. 16 oczek dorzucił Homan, a niewątpliwym bohaterem meczu był Giedraitis, który dogrywał swietne piłki do Homana i sam rzucła z trzy z szalonych pozycji. Mecz zakończył się wynikiem 75:85 dla Ślaska i tym samym całą rywalizację wygrał Śląsk 3:1.

Niestety z tych meczów nie mam żadnych zdjęć. A szkoda, bo już w tym sezonie nie będę miała możliwości uwiecznienia kolorowego tatuażu na łydce Marcina Sroki oraz ciekawych rysunków Odena.

Z koszykarskim pozdrowieniem

ONNA

21:45, onna1980
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 kwietnia 2008
Zaczynamy!

Blog Baskecik (miał być Koszyczek, ale okazuje się być zajęty) powstaje w ślad za zapotrzebowaniem. Wielkim zapotrzebowaniem. Spontanicznie - pomysł narodził się podczas meczu. ONNA - to ja. Spojrzenie babskie na koszykówkę. Tego nam trzeba!

ONNA podczas meczu wygląda tak:

O ciachach, butach koszykarskich, tatuażach, piercingu, umięśnionych łydkach, wyrzeźbionych brzuchach, fryzurach, żonach, matkach i kochankach koszykarzy... :) A także na poważnie o meczach - po babsku. Już niedługo tutaj. Do zobaczenia.

23:30, onna1980
Link Komentarze (5) »